Međutim, tvrda stolica je prilično česta pojava, a činjenica koja još više iznenađuje je to što tvrda stolica retko kad ima veze sa opstipacijom. Tvrda stolica je, zapravo, čest simptom problema sa varenjem i organima za varenje. Tvrda stolica se može javljati svakodnevno, ali je ona veoma kompaktna i teško ju je izbaciti iz creva. Jeżeli znasz inne opisy pasujące do hasła „Ostra Brama” możesz je dodać za pomocą poniższego formularza. Pamiętaj, aby nowe opisy były krótkie i trafne. Każde nowe znaczenie przed dodaniem do naszego słownika na stałe musi zostać zweryfikowane przez moderatorów. Nazwa Porta Acialis (łacińska), czyli Ostra Brama po raz pierwszy pojawiła się w 1594 r. Do dziś nie wiadomo, dlaczego zaczęto ją tak nazywać. Litwinie z okolic Wilna nazywali ją Bramą Ostrza (lit. Ašmens vartai). Niektórzy domyślają się, że jest to związane z nazwą miasta Oszmiany. (lit. cash. Wakacje to dla większości Polaków czas wyjazdów nad ciepłe morza – Adriatyk lub dalej na południe. Nie doceniamy, bo często nie znamy, najbliższych sąsiadów - Litwy, Łotwy, Estonii. Taki wyjazd nie obciąża kieszeni jak letnie riwiery, a może być ciekawy i oryginalny. Proponujemy przewodnik w pigułce. Litwa jest bliższa niż Chorwacja - dla Polaków także kulturowo i sentymentalnie. A atrakcji tam co niemiara. Łotwa to piękna Ryga, ale także nadmorska Jurmala. Tam nawet Bałtyk bywa ciepły. Estonia jest po skandynawsku surowa i stonowana. Stołeczny Tallinn przypomina Sztokholm, choć bliżej stamtąd do Helsinek. Na początek wjeżdżamy, drogą od strony Suwałk, na Litwę. Główny szlak to fragment międzynarodowej Via Baltica. Pierwszym miastem godnym naszej uwagi jest przedwojenna stolica tego kraju – Kowno. Tu najbardziej godne odwiedzenia jest stare miasto oraz reprezentacyjna Laisves aleja, czyli Aleja Wolności. Na przełomie wieków XIX i XX miasto stało się strategiczną twierdzą. W związku z tym wydano zakaz wznoszenia wysokich domów – stąd przeważnie niska zabudowa starego Kowna. Od roku 1920 Kowno, po zajęciu Wilna przez wojska polskie, pełniło funkcję „tymczasowej” stolicy Litwy. Rektorem nowo powołanego kowieńskiego uniwersytetu im. Witolda Wielkiego był Michał Romer – Polak litewskiego pochodzenia albo też (jak sam lubił o sobie mówić) polskojęzyczny Litwin. Litewski port zaprasza Z Kowna wyjeżdżamy na szeroką, czteropasmową autostradę (bezpłatną!), którą jedziemy na zachód. Po 200 kilometrach dojeżdżamy do Kłajpedy. To miasto ponad 200-tysięczne i jedyny pełnomorski litewski port. Uwadze każdego turysty polecamy uroczą, choć niewielką, starą część miasta z rynkiem, gdzie z jednego z balkonów w marcu roku 1939 przemawiał Adolf Hitler, przybyły tu za swoim wojskiem, które akurat wtedy, na jego rozkaz, odebrało miasto Litwinom. W Kłajpedzie i okręgu kłajpedzkim w wyraźny sposób tradycja litewska styka się z niemiecką. Bo ten region do roku 1920 należał przez całe wieki do niemieckich Prus Wschodnich. Urokliwa mierzeja dłuższa niż Hel Po wizycie w Kłajpedzie można się wybrać na wąski półwysep, jakim jest Mierzeja Kurońska. U nasady Mierzei warto zajść do delfinarium. Sam półwysep ma 98 km długości, z czego odcinek w granicach Litwy – między Kłajpedą, a Nidą – ma 51 km. Szerokość mierzei waha się od niespełna 400 m do 4 km. Z jednej strony półwysep oblewają wody otwartego Bałtyku, z drugiej zaś Zalewu Kurońskiego. Charakterystyczne dla krajobrazu są piękne wydmy, z których najwyższe przekraczają 50 m Każdy, kto przybywa na mierzeję po raz pierwszy, z pewnością od razu zwróci uwagę na rybackie chaty ze ścianami oszalowanymi deszczułkami, koloru czerwono-brązowego lub błękitnego. Wiele dachów jest urokliwie krytych dachówką holenderską bądź strzechą. Pierwsza miejscowość na mierzei, jadąc od strony Kłajpedy, to Juodkrante - najstarsza pochodząca z XII wieku osada półwyspu. Miejscowość leży w szerokim zagłębieniu, między wydmami, częściowo otoczona pięknym, sosnowym lasem, którego najwyższe drzewa sięgają 50 metrów. Poza wspaniałą plażą i czystym morskim powietrzem nie lada atrakcją Juodkrante jest Góra Czarownic, na której od końca lat siedemdziesiątych ub. wieku postawiono ponad 100 drewnianych rzeźb. Przedstawiają one postacie z litewskich legend. Dalej na południe, tuż przy granicy z Rosją, położona jest Nida. To najważniejsza i najelegantsza obecnie miejscowość na mierzei. Urocze położenie wśród lasów i wydm oraz wspaniała plaża od strony Bałtyku sprawiają, że Nida wyrosła na spory kurort, odwiedzany przez dziesiątki tysięcy wczasowiczów. Wydmy, świerki, Tomasz Mann Przepiękny krajobraz i nieskażona natura przyciągały do Nidy również artystów i twórców kultury. Jednym z bywalców Nidy był Tomasz Mann, który na wyniosłym wzgórzu, w lesie świerkowym postawił sobie drewniany domek z widokiem na Zalew Kuroński. Każdy turysta zalicza punkt widokowy na szczycie wielkiej wydmy wznoszącej się na 52 m Bierze tu początek jeden z najpiękniejszych łańcuchów wydm, ciągnący się na długości 7 km. Z tarasu widokowego roztacza się wspaniała panorama, z jednej strony na położoną w dole Nidę i Zalew Kuroński, z drugiej na piaskowe wzgórza. Dalej jest już tylko granica z Rosją. Letnisko dla warszawiaków wita Gdy wracamy z Nidy, nie zatrzymujemy się już w Kłajpedzie. Dwadzieścia kilometrów na północ od Kłajpedy leży Połąga, po litewsku Palanga. To prawdziwa letnia stolica tego kraju. Godny obejrzenia jest przede wszystkim piękny pałac Tyszkiewiczów wraz z otaczającym go parkiem, zaś wieczorem koniecznie trzeba się wybrać na przechadzkę po reprezentacyjnej ulicy Basanaviciusa. To prawdziwe centrum rozrywki, gdzie można i zjeść, i wypić, i nieźle się zabawić. U nasady alei jest piękne molo. A litewskie wybrzeże Morza Bałtyckiego to urocze plaże, piaszczyste wydmy, nieograniczone możliwości zażywania kąpieli słonecznych, wreszcie wspaniała przyroda, miejscami nadal nienaruszona przez człowieka. Na przełomie XIX i XX w. miasteczko było już bardzo modnym uzdrowiskiem, do którego letnicy ciągnęli nawet z Warszawy. Zapomniany kurort i sześć pasm autostrady Z Połągi jedziemy dalej na północ, w kierunku granicy z Łotwą. Około 60 kilometrów od granicy znajduje się portowe miasto łotewskie Liepoja. Warto się tu zatrzymać, by pospacerować po sympatycznym deptaku w samym centrum miasta. Potem wyjeżdżamy w kierunku Rygi. Mamy do niej około 220 kilometrów. Jednak 40 kilometrów od stolicy Łotwy skręcamy w kierunku na Jurmalę. To letnia stolica tego kraju. Kiedyś tętniła życiem z racji na liczne przyjazdy turystów z Rosji. Obecnie nieco zapomniany kurort. Choć warto się zatrzymać w centralnie położonej dzielnicy Majori, by pospacerować po głównym deptaku i wyjść nad morze. Do Rygi z Jurmali jedziemy piękną sześciopasmową autostradą, wybudowaną jeszcze w okresie sowieckim. Droga ta często w fabularnych filmach radzieckich udawała zachodnie autostrady. W samej Rydze godna obejrzenia jest przede wszystkim wspaniała starówka. Jeszcze kilkanaście lat temu straszyła ona sowieckim bałaganem i brudem. Teraz widać i czuć duże pieniądze włożone w odrestaurowane kamieniczki. Tu znajdują się siedziby wielu banków. Bo Łotwa to do niedawna było centrum bankowe... rosyjskiego biznesu. Jeden z banków posługiwał się nawet sloganem reklamowym: „Jesteśmy bliżej niż Szwajcaria”. Jak na razie nikt nie wie, jak ta sytuacja będzie wyglądać w dobie sankcji, ale banki... stoją. Poza starówką, warto się także przespacerować po reprezentacyjnej alei Brivibas (Wolności) oraz zrobić sobie zdjęcie pod pomnikiem wolności stojącym na placu pomiędzy starym miastem i aleją Brivibas. Jedziemy z Rygi do Tallina Aleją Wolności wyjedziemy z Rygi wprost na drogę do stolicy Estonii – Tallina. Jeśli pojedziemy starym odcinkiem drogi, to na początek będziemy jechali Via Baltica, tuż nad brzegiem morza. Można się tam zatrzymać i pospacerować lub wręcz – jeśli oczywiście pogoda dopisuje – wykąpać się w ciepłych i płytkich wodach Zatoki Ryskiej. Do Tallina jest z Rygi około 300 kilometrów. Warto jednak zboczyć trochę z drogi i przejeżdżając przez estoński Sopot, czyli Parnu (po polsku Parnawa), pojechać w kierunku wysp estońskich. To Sarema i nieco od niej mniejsza Hiuma. Polecamy odwiedzenie tej większej. Z lądu stałego kursują promy. Na wyspie godne odwiedzenia jest przede wszystkim miasto Kurresare, z jego licznymi zabytkami pamiętającymi jeszcze czasy zakonu kawalerów mieczowych. Warto także spędzić jeden dzień w objeździe całej wyspy. Jedziemy cały czas drogą wzdłuż wybrzeża morskiego. Wrażenia widokowe są niezapomniane. Wracając z Saremy, warto przejechać przez historyczne Haapsalu. To miasto (ok. 18 tysięcy mieszkańców) ma wiele średniowiecznych zabytkowych budowli. Ponadto jest tu najdłuższy w Europie drewniany peron kolejowy. Obecnie stacja jest nieczynna. A kiedyś właśnie na tej stacyjce filmowano „kolejową” część Anny Kareniny. Z Haapsalu jedziemy w kierunku Tallina. To nowoczesne, 400-tysięczne miasto i stolica całej Estonii. Warte odwiedzenia jest oczywiście centralnie ulokowane Stare Miasto. Ma ono prawdziwie skandynawski, surowy charakter. Aleją nadmorską pojedziemy w kierunku wieży telewizyjnej. Z niej rozpościera się piękny widok na cały Tallin. Tuż obok wieży znajduje się narodowy cmentarz Estonii, położony w pięknym lesie. Z Tallina jest już tylko 1,5 godziny drogi promem do Helsinek. Za około 20-30 euro kupimy bilet na przeprawę. Choć stolica Finlandii nie ma klasycznego starego miasta, to warto się o tym samemu przekonać, spacerując którąś z eleganckich, centralnych alei. Najlepiej niech to będzie Esplanadi, która początek bierze od targu rybnego. Pamiętajmy jednak byśmy płynąc do Helsinek, raczej nie korzystali z linii Tallink. Jako jedyna ma ona bowiem swój terminal pasażerski daleko od centrum. Estoński Kraków, gdzie studiował Dyzma Wycieczka do Helsinek to oczywiście jednodniowy wypad nawet bez samochodu. Do swojego automobila wsiadamy znów dopiero przed wyjazdem z Tallina. Teraz najlepiej pojechać drogą w kierunku Tartu. To uniwersytecka stolica Estonii. W mieście tym, jeszcze pod starą nazwą Dorpat, studiowało szczególnie w wieku XIX wielu Polaków. Ten uniwersytet miał także skończyć (przynajmniej tak mówił) niejaki Nikodem Dyzma. Miasto, choć sporo mniejsze od Krakowa (mieszka tu nie więcej jak 150 000 mieszkańców), ma w sobie coś z atmosfery naszej jagiellońskiej stolicy. Z Tartu droga wiedzie znów na południe. Granicę z Łotwą najlepiej przekroczyć w Valdze. To miasto rozpościera się po obydwu stronach granicy. Bywa nawet tak, że jedna strona ulicy jest estońska, a druga łotewska. Potem jedziemy drogą w kierunku Rygi. Na Łotwie bowiem większość dróg rozmieszczona jest koncentrycznie z centrum w stolicy. Przed samą Rygą skręcamy na Kowno. W miasteczku Bauska robimy ostatnie zakupy po łotewskiej stronie i zaraz wjeżdżamy na Litwę. W Poniewieżu (Panevezys) skręcamy na autostradę wiodącą aż do samego Wilna. Rychło (jakieś 100 kilometrów od Wilna) na częstotliwości usłyszymy język polski. To wiadomy znak, że znajdujemy się w strefie wpływów radia „Znad Wilii”. Wilno, Troki, Druskienniki, czyli czujemy się jak w domu Wilna zaś naszym czytelnikom przedstawiać nie trzeba. Wszak to jedna z przedwojennych, kulturalnych stolic naszego kraju. Do tej pory bez trudności porozumiewamy się tu po polsku. W samym mieście oczywiście należy zobaczyć Stare Miasto z Ostrą Bramą, przejść się po reprezentacyjnej ulicy Gedymina (przed wojną Mickiewicza) i odwiedzić cmentarz na Rossie - jedną z polskich narodowych nekropolii. Warto także spojrzeć na miasto z wysoka. Najlepiej to uczynić wjeżdżając na taras widokowy wieży telewizyjnej, bardzo podobnej do tej z Tallina. Niecałe dwadzieścia kilometrów od Wilna znajdują się urokliwe Troki ze wspaniałym zamkiem na wyspie. Nieco zaś ponad 100 kilometrów od stolicy Litwy są sanatoryjne Druskienniki. Potem już tylko przejście graniczne w Lazdijaj (po polsku Łoździeje) i mamy raptem niecałe 400 kilometrów do Warszawy. Trasa naszej wycieczki to niecałe 3000 kilometrów. Warto się na nią udać w całości lub nawet we fragmentach. Pamiętajmy, że na północ od nas są kraje, których często nie znamy. Nie wierzmy w to, że to strony niebezpieczne. Nie jest tam bardziej niebezpiecznie niż w Polsce, a wszędzie działają te same standardy ubezpieczeniowe. Ceny bardzo podobne do naszych. Jeśli mamy jakiekolwiek kłopoty, możemy z pełnym zaufaniem zwrócić się do policjanta o pomoc. Nie warto także wcześniej rezerwować hoteli. Wszędzie bowiem baza noclegowa jest bardzo rozwinięta. Możemy tam znaleźć miejsca na każdą kieszeń. Nie musimy także brać ze sobą jakiejkolwiek gotówki. Wystarczą ogólnie stosowane karty płatnicze. A teraz - w drogę! W dniach 27 -29 maja 2015 r. 32 osobowa grupa turystów składająca się z uczestników i kadry Warsztatu Terapii Zajęciowej w Warce, członków stowarzyszenia „Tęcza” oraz ich podopiecznych, odwiedziła Pojezierze Suwalskie oraz stolicę Litwy- Wilno i Troki. Z Warki wyjechaliśmy w deszczowy, zimny poranek. Augustów przywitał nas chłodnym wiatrem . 1,5- godzinny rejs statkiem po jeziorach augustowskich większość grupy spędziła pod podkładem, co odważniejsi i bardziej zahartowani podziwiali urokliwe zakątki przyrody, piękne jeziora i oddychali czystym powietrzem Suwalszczyzny. Rejs zakończył się w Studzienicznej –miejscu, które odwiedził nasz Ojciec Święty Jan Paweł II. Późnym wieczorem dotarliśmy do miejsca odpoczynku- tj. Suwalskiego Ośrodka Wspierania Aktywności w Lipniaku koło Suwałk. Ośrodek bardzo nowoczesny, oddalony od dużych aglomeracji, czysty, dostosowany do potrzeb osób niepełnosprawnych w którym zatrudnione są na różnych stanowiskach kilkanaście osób niepełnosprawnych. Każdy zmęczony i głodny zjadł przygotowaną obiadokolację i około zapadła cisza nocna w całym ośrodku, ponieważ czekała nas rano pobudka i długa droga do Troków, a następnie do Wilna. Wieczorem zrobiliśmy ponad 100 kanapek, aby nie ustać w drodze i oczywiście nie płacić w EURO. Drugiego dnia wycieczki zwiedzaliśmy miejscowości: Troki i Wilno. Słoneczna i ciepła pogoda tego dnia sprzyjała zwiedzaniu i zapoznawaniu się z pięknem i historią tych wyjątkowych miast. Po Trokach i Wilnie oprowadzała nas pani przewodnik Alina. Troki były pierwszą stolicą Litwy. W Trokach zwiedziliśmy zamek na wyspie i domy Karaimów. Karaimowie to lud pochodzenia tureckiego, sprowadzony na Litwę w XIV wieku przez Wielkiego Księcia Litewskiego Witolda. Religia Karaimów opiera się wyłącznie na Starym Testamencie. Wilno –obecna stolica Litwy- to miasto w stylu barokowym, w którym są świątynie wielu wyznań. My zwiedziliśmy kościół Świętego Piotra i Pawła, starówkę wileńską z Ostrą Bramą, Uniwersytet Wileński, Zaułek Literacki, Cerkiew Świętej Trójcy, Katedrę, Kościół Świętej Anny. Ważnym punktem tego dnia był Cmentarz na Rossie, na którym pochowani są Polacy, Litwini, Białorusini, a wśród nich miedzy innymi polscy żołnierze walczący o niepodległość. Wiele pomników i nagrobków na cmentarzu urzeka zwiedzających pięknem i wysokimi walorami architektonicznymi. Na Rosie znajduje się grobowiec matki Józefa Piłsudskiego, na którym widnieje napis „Matka i serce syna”. Delegacja WTZ złożyła biało-czerwony wieniec upamiętniający słynnego polskiego patriotę. Piątek był ostatnim dniem naszej wycieczki. Po śniadaniu i wymeldowaniu się z hotelu udaliśmy się szlakami Suwalskiego Parku Krajobrazowego na zwiedzanie północnej Suwalszczyzny. Zdobyliśmy Górę Cisową, która swą nazwę zawdzięcza rosnącym kiedyś w tym miejscu cisom. Ze względu na strome podejście nie wszyscy mogli wejść na górę i podziwiać panoramę poprzeplataną licznymi jeziorami, łąkami oraz wzniesieniami, które tworzą niepowtarzalny krajobraz Suwalszczyzny. Jadąc dalej na północ Suwalszczyzny udaliśmy się do wsi Smolniki, gdzie znajduje się punkt widokowy „u Pana Tadeusza”. Podziwialiśmy stąd północno – wschodnią część Suwalskiego Parku Krajobrazowego. Kolejnym punktem naszej wycieczki było zwiedzanie najgłębszego jeziora w Polsce – jeziora Hańcza. Jest to jezioro polodowcowe, poprzecinane licznymi zatokami, co sprawia, że jest ono bardzo malownicze. Po uwieńczeniu na fotografiach jeziora udaliśmy się do osady Turtul, najstarszego miejsca osadniczego na Suwalszczyźnie. Z punktu widokowego rozpościerał się widok na jezioro oraz młyn wodny, który pracował tutaj od XVII wieku i funkcjonował jeszcze w latach 60-ych XX wieku. Na tym zakończyliśmy zwiedzanie Suwalskiego Parku Krajobrazowego. Po zwiedzaniu udaliśmy się do Suwałk na obiad, gdzie zjedliśmy danie regionalne – kartacze. Prezes Stowarzyszenia „Tęcza” i kierownik WTZ podziękowały naszej pani przewodnik za bardzo ciekawe pokazanie nam Suwalszczyzny, cierpliwość i wytrwałość, a przede wszystkim za mile spędzony czas. Panie podziękowały również kierownikowi biura turystycznego za zorganizowanie naszej wycieczki. W doskonałych humorach i z bagażem wspomnień ruszyliśmy w drogę powrotną do Warki.

stolica z ostrą bramą